czwartek, 27 kwietnia 2017

Patchworkowo i piknikowo / patchwork & picnic




Z czym ta Lumpola do Was próbuje :)

Nie zwróciłabym może uwagi na tę koszulę, gdyby nie wcześniejsze stylizacje Beatki Pumy Romanek z czerwoną kratkowaną koszulą, Reni Jaz z płaszczem w drobniutką, granatową kratkę gingham, i świeżutka Reni Driscoll z koszulą niebieściutką :) Naprawdę moje koleżanki blogerki, wszystkie bez wyjątku, uwielbiam Wasze blogi, uwielbiam się zachwycać i uwielbiam czerpać z nich różne wskazówki, czy inspiracje. Dzięki temu otwieram się na tereny dla mnie nowe i nieznane, na oversize, elegancję, klasykę, przyglądam się też nieśmiało minimalizmowi. Jak pisałam już wielokrotnie, jestem niezwykle eklektyczna, podoba mi się wiele i inspiruje mnie wszystko. Nie jest tak, że siedzę i szukam inspiracji, tylko one znajdują mnie, czasem wręcz atakują, a to fajny element, a to ogólny klimat, zestawienie kolorów czy wzorów, połączenie form. Czasem jestem aż przytłoczona mnogością obrazów i różnorodnych fascynacji, które kotłują się w mojej głowie. Trochę głupio się przyznać, ale mam już pomysły na stylizacje, czyli przygotowane zestawy na 2-3 miesiące do przodu, ale one też wciąż ewoluują ;) Może to na szczęście, ale zauważyłam, że trochę zmalało moje zachłyśnięcie wybiegami, pięknym szaleństwem i dekoracyjnością Gucci, Prady, Dolce i Gabbany. Chyba zaczynam się kręcić bliżej ziemi ;) Dobrze, że te moje futrzane skrzydła były takie ciężkie fizycznie i dla niektórych nawet mentalnie, dało mi to do myślenia ;) Zaczyna mnie kusić, to o co wiele z Was bardzo słusznie nawołuje, streetstyle, codzienność, praktyczność, przydatność ;) Co nie znaczy, że sobie będę z tym radzić, i nie znaczy, że znów nie odlecę :) Jestem dla siebie wielką zagadką. Zdjęcia robię raz na 2-3 tygodnie, kilka stylówek naraz w bardzo krótkim czasie, niezależnie od pogody, i nie mam szans logistycznie rozegrać tego w inny sposób. Dlatego piękne sesje plenerowe czy streetstylowe u mnie są nierealne. I tak ledwo znajduję siłę na przebieranie, a po tej maksymalnie godzinie w mojej garderobie na podłodze piętrzy się stos ubrań, butów i dodatków, majtki mam przepocone i makijaż powoli zanika pozostając sporymi fragmentami na ciuchach, czyli pranie i prasowanie od nowa ;) Mogłabym pokazywać jedną, dwie stylówki raz na 3 tygodnie, wtedy dałabym radę gdzieś podjechać, podejść, ale co ja wtedy zrobię z tym wszystkim, co czeka w kolejce do pokazania i tym całym bajzlem w mojej głowie, oszalałabym chyba, no i chyba wstydziłabym się bardzo zdjęć wśród ludzi, w końcu dopiero od roku pozwalam sobie robić jakiekolwiek zdjęcia w ogóle, więc coś za coś. Póki mam co Wam pokazywać, bo i lumpeksy są dla mnie łaskawe, i moja wyobraźnia buzuje, nie będzie pięknych zdjęć plenerowych, może jak wyczerpią się możliwości, to będę się mogła skupić na jakości, tymczasem zamiast jakości jest JAKOŚ ;)) W codziennym zabieganiu nie mam też szans na zdjęcia w drodze na budowę, czy z budowy np., a biuro mam w domu i nie stroję się do pracy. Stylówki, które pokazuję, poza tymi całkiem szalonymi, są bardziej na wyjścia wszelkiego typu, choćby z przyjaciółmi, czy na zakupy, do kina, na spacer miejski, na imprezę, nawet na co dzień, ale nie w warunkach mojej pracy. Jako zwierzę mało stadne, aspołeczne i introwertyk z natury takich okazji wyjściowych do wyściubiania nosa poza dom mam bardzo niewiele, a jeśli już spaceruję, to z psem w głębokim, dzikim lesie, więc znów nie byłoby najmniejszej szansy wykorzystać i pokazać w moim realnym życiu tego wszystkiego, co mam do pokazania. Patrząc na to w ten sposób, moje zestawy są typowo przygotowywane pod bloga, albo odwrotnie one się rodzą w głowie, a blog jest miejscem, które powstało, żebym mogła je pokazać. No i pokazuję je zawsze na mojej szarej ścianie, dębowych drzwiach i czasem w zieleni w ogrodzie. Ostatnio na instagramie miałam komentarz w tym temacie o treści "Z daleka poznaję! :)" i postanowiłam uznać go za komplement :) Temat, co i jak powinno być pokazywane na blogach pojawia się ostatnio tak często, że poczułam potrzebę wyjaśnienia tego, jak to się u mnie dzieje. I jeśli to, co pokazuję, i w jaki sposób pokazuję, jest dla Was znośne, i do przełknięcia w takiej formie i nadal będziecie chciały do mnie zaglądać, będę naprawdę przeszczęśliwa :)

Trochę o stylizacji

Dzisiaj mam na sobie koszulę z krótkim rękawem w wielką piknikową czerwoną kratę, zakładaną długą spódnicę w kolorze głębokiego indygo z naszytymi asymetrycznie kieszeniami oraz białą ramoneskę i białe bandażowe sandały, które już Wam przedstawiałam na blogu. Najważniejszym elementem tej stylizacji jest torebka, a w zasadzie patchworkowa, barwna wielka torba-wór chyba DIY, na szerokim pasie, uszyta z jeansu, z wykończeniami, naszywkami i kieszonkami z różnych wielokorowych materiałów.

A LITTLE BIT IN ENGLISH

Today I am wearing a short-sleeved gingham shirt, a long, deep indigo envelope skirt with asymmetrical pockets, with a white leather biker jacket on top and white bandage sandals, which I have already presented to you on this blog. The most eye-catching element of the outfit is the handbag: a big colorful patchwork hand-made bag, made of jeans, with a combination of trims, patches and pockets of different colours and fabrics.



Dziś wszystko co mam na sobie oprócz ramoneski pochodzi z second-handów.
Today except my white jacket I'm wearing everything from second-hand shops.

spódnica/skirt - SAINT TROPEZ
koszula/shirt - ATMOSPHERE
buty/shoes - VAGABOND
torebka/bag - NN

biała ramoneska/white lether jacket - MOHITO












Bardzo uszczęśliwia i motywuje mnie każdy ślad Twojej tu obecności, dlatego serdecznie dziękuję za odwiedziny na moim blogu i za wszystkie komentarze. Zapraszam do oglądania i czytania, a jeśli Ci się spodoba, do obserwowania :}

Every trace of your presence here makes me happy and motivates me, so thank you so much for visiting my blog and for all the comments. I invite you to watch and read, and if you like it, to observe :)

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Różowy deser z cappucino / Pink Dessert & Cappucino




Dziś moja kolejna wariacja na temat deserkowych kolorków. Zestaw kolorów kojarzy mi się z różową pianką udekorowaną bitą śmietaną i poziomkami, podaną z cappuccino. Bardzo lubię takie słodkie połączenia, zresztą czego to ja nie lubię ;)

wtorek, 18 kwietnia 2017

Przyczajony punk i ukryty rock / Crouching punk & hidden rock


"If you are always trying to be normal,
you will never know how amazing you can be."


"Jeśli zawsze starasz się być normalny,
nigdy nie dowiesz się jak niesamowity możesz być."

Maya Angelou




czwartek, 13 kwietnia 2017

Koral i Karmel na pasach / Coral & Caramel on the stripes



Pomroczność ciemna krecika ;)

Uwielbiam filmy Almodovara, z różnych powodów, ale zmysłowo głównie przez niezwykłe kolory. Po oglądnięciu kilku jego filmów zamarzyłam o Hiszpanii, a najbardziej o Barcelonie, żeby tę całą ferię barw zobaczyć na żywe oczy ;) No i wybrałam się na urlop z rodzicami ;) Przeżyłam ogromne rozczarowanie, bo wszystko było nie takie, ciemne, bure, byle jakie. Po wywołaniu zdjęć, do robienia których zostałam zmuszona, przeżyłam szok. Nie mogłam uwierzyć, że tam byłam, wśród tego szaleństwa cudnych kolorów i niezwykłych klimatów. Wtedy przypomniałam sobie że jako ochronę przed czerwcowym hiszpańskim słońcem, zakupiłam ciemne nakładki na okulary, które przez cały czas na nich tkwiły. Jako krecik pierwszą rzeczą, którą robię, wstając z łóżka i ostatnią kładąc się, jest ubieranie i zdejmowanie okularów. I tak całą piękną Hiszpanię widziałam nie dość, że w moich 50-70 procentach, to jeszcze przez bardzo ciemne okulary ;)

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Khaki i blade róże / Khaki & pale roses




Cudowne biurko krecika :)

Dziś wracam do treści o kolorach, bo jak wiecie, kolory to jest to, co na krecika działa jak mało co :) Jako dziecko miałam biurko w meblościance, nad którego blatem było mnóstwo półeczek ze szklanymi podziałami. W tych półeczkach szczelnie zapełnionych trzymałam wszystkie swoje skarby, pudełka po czekoladach od wujka z Austrii, opakowania po pastach do zębów i kremach, i wszystko, co kolorowe, nic praktycznego. Uwielbiałam zdejmować okulary i wpatrywać się w tę barwną plamę, dużo bardziej niż w telewizor, w sumie chyba wtedy czarnobiały ;) To zostało mi do dziś, wolę patrzeć na statyczne obrazy, na zdjęcia niż na filmiki i nagrania video, tutaj nie nadążam za duchem czasu.

czwartek, 6 kwietnia 2017

Błękitne dzwony / Blue flared trausers







Ciąg dalszy o kreciku.

Jako krecik "świadomy" nie jestem już kierowcą. Zdałam prawo jazdy dawno temu za pierwszym razem, ale dostałam je terminowo na 2 lata. Obiecałam panu doktorowi, który sprawdzał mój wzrok, że nie wsiądę za kierownicę, gdy tylko będę czuć się gorzej, a jak się zmierzcha czy pada deszcz, to już wcale. Pan doktor pokazał mi z boku palce i zapytał "Ile palców Pani widzi?" odpowiedziałam "Dwa." Usłyszałam wzburzone "Ja Ci dam dwa!!" i tym sposobem przeszliśmy bez zbędnych ceregieli "na ty"!  Ani razu nie zgadłam ... Pan doktor powiedział, że wykazuje maksimum dobrej woli, podpisując mi zgodę terminową. Ja powiedziałam, że wykazałam maksimum dobrej woli, zapisując się na to prawko ( bo nigdy nie chciałam jeździć, ale to już inna historia ) więc chyba nie będziemy się licytować. No i jeździłam podobno technicznie jak urodzony kierowca, całe pół roku starym fiatem, któremu sprzęgło wpadało do środka, i musiałam je wyciągać ręką, a drzwi kierowcy otwierały się na zakręcie. Co z tego, jak nie widziałam, musiałam podjeżdżać pod znaki blisko i powoli, żeby odczytać, co na nich pisze, skręcałam w drogę 2 m za daleko, nie widziałam aut nadjeżdżających z boku, w ogóle nie potrafiłam ocenić odległości ani prędkości. Byłam non stop zlana potem i nieziemsko wyczerpana, więc moja kariera kierowcy szybko się skończyła, dobrze, że obyło się bez ofiar ;) Wracając do krecika już nie kierowcy, a pasażera, typowe jego zachowanie opisuje następująca historia. Staliśmy kiedyś samochodem z kolegą przed pasami dosyć długo, w końcu on mnie zapytał, wskazując na oddalającą się już poważnie dziewczynę "Czy to była może Twoja koleżanka? Bo stała nam chwilę na tych pasach przed autem, machała, zrobiła pajacyka, po czym niemal rzuciła się na maskę, a Ty nadal bez reakcji ?" To by było na tyle :) Błagam, nie obrażajcie się, gdy nie poznaję na ulicy czy gdziekolwiek, nawet długo i zaciekle szarpana za rękaw! Jestem krecikiem i jeszcze na dodatek tonę w mlaskających bagnach własnych myśli, bo skoro słabo widzę, to wygląda na to, że kieruję wzrok do mego wewnętrza. Tam podobno mam "ładnie pofałdowane półkule mózgowe", jak to poetycko, a zarazem sarkastycznie ujął  kolega w liceum, gdy robiłam focha na komplementy bardziej cielesne ;)